Uznanie przez Trybunał w Strasburgu, że Polska jest współwinna więzieniu i torturowaniu na jej terytorium domniemanych terrorystów przez CIA, musiało wzbudzić emocje. Ale nawet oburzeni nie powinni pomijać faktów i rezygnować z krytycznej analizy.

"Dziecinadą" nazwał Tomasz Wołek w piątkowym "Poranku Radia TOK FM" mój komentarz po wyroku Trybunału. W szczególności "dziecinne" jest według red. Wołka moje stwierdzenie, że powinniśmy byli polskie władze uczciwie rozliczyć przed polskim sądem. Rozliczyć - pisałam - biorąc pod uwagę wszystkie racje, w tym argument, że władze mogły działać w "stanie wyższej konieczności", bo decyzja o wpuszczeniu CIA do bazy w Kiejkutach nastąpiła niedługo po zamachu z 11 września i w atmosferze powszechnego strachu przed terroryzmem.

Skoro postulat takiego rozliczenia jest dla Tomasza Wołka "dziecinadą", to jak nazwać jego - jak się domyślam - postulat, który streszczałby się w zdaniu: władza nie powinna być kontrolowana, a w imię bezpieczeństwa wszystko jest dozwolone? Nie będę szukała epitetów.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej