I rzeczywiście. Prawo nie może zabraniać wszystkich zachowań, które wydają nam się niegodne czy cyniczne, a sumienie jest instancją niepewną. Jan Paweł II pisze, że z powodu grzechu pierworodnego jest ono skażone "niewiedzą niepokonalną", radzi więc słuchać raczej biskupów, niż wierzyć w autonomię sumienia. Biskupi zabierają jednak głos głównie w sprawach aborcji i homoseksualizmu, w innych zdają się indyferentni.

Co więc robić z barbarzyńcami i bezwstydnikami w polityce? Mamy na przykład osobnika, który zrobił wielką karierę na obronie tradycyjnych wartości rodzinnych, a potem z hukiem porzucił żonę i dzieci i lansował się po mediach z młodszą od siebie blondynką. Prawo tego nie zabrania, a sumienie Marcinkiewicza jest z pewnością "czyste", więc karierę robi dalej.

Co robić z politykiem, który zniszczył demokratyczne standardy, wprowadzając do polityki nacjonalistów i kiboli, by teraz zarabiać krocie jako poważny adwokat i obrońca demokracji? Sumienie Giertycha jest z pewnością "czyste", a prawo nie zabraniało mu reaktywacji Młodzieży Wszechpolskiej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej