"Oto polska i światowa opinia publiczna będzie mogła zobaczyć, jak poważne państwo i honorowi ludzie dochodzą prawdy o śmierci swoich rodaków" - pisze Michał Karnowski na portalu wPolityce.pl.

"Zabezpieczenie dowodów, oto pierwszy odruch amerykańskiego prezydenta. Polski premier na miejscu śmierci polskiego prezydenta przybijał radosne żółwiki z głównym podejrzanym, a pierwszym odruchem obecnego prezydenta było przejąć władzę i rozpruć właściwe sejfy" - pisze Karnowski, czyniąc prezydentowi Komorowskiemu zarzut, że po śmierci poprzednika wykonał konstytucyjny obowiązek (nie było też radości, ale o to mniejsza).

Witold Waszczykowski, poseł PiS i b. wiceminister spraw zagranicznych w jego rządzie, mówi: "Cztery lata temu od polskich władz oczekiwaliśmy takiego zachowania, jakim teraz wykazuje się strona ukraińska. Władze w Kijowie skierowały natychmiastową prośbę o wsparcie międzynarodowe, co nie nastąpiło w przypadku polskiego rządu po 10 kwietnia 2010 r. Wówczas oczekiwaliśmy stanowczej reakcji świata (...). W przypadku katastrofy smoleńskiej reakcji świata nie było".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej