Prof. Chazan w latach 90. przeprowadzał aborcje, sam nie pamięta, czy przestał uprawiać ten proceder w 1992 czy 1993 r. Teraz to on decyduje, co pacjentka ma zrobić. Odmawia aborcji, choć wiadomo, że dziecko przeżyje tylko kilka dni.

Plącze się w wywiadach - raz mówi, że dziecko może nie przeżyć ciąży, innym razem, że pomoże pacjentce. Raz twierdzi, że nie ma granicy dopuszczania aborcji, że nie ma takiego terminu jak 24 tygodnie, a następnym razem powołuje się na Światową Organizację Zdrowia, która mówi o nieprzekraczalnym terminie 22 tygodni.

Prof. Chazan, zwolniony z funkcji dyrektora publicznego Szpitala im. Świętej Rodziny, zamiast odejść z honorem, uważa, że to prezydent Warszawy złamała prawo, i powołuje się na swoją podwójną rolę konsultanta krajowego i dyrektora szpitala.

Stał się też bohaterem Kościoła, bo Kościół zapomniał, że ustawę antyaborcyjną uważał za mniejsze zło niż aborcja na życzenie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej