Poroszenko opowiedział szefowi Rady Europejskiej o przerzucaniu przez Rosję ciężkiego sprzętu wojskowego dla separatystów z Donbasu. A także o ostrzeliwaniu Ukraińców przez żołnierzy rosyjskich (zapewne pociskami wystrzeliwanymi zza rosyjskiej granicy). Van Rompuy mógł z czystym sumieniem obiecać Poroszence, że Ukraina będzie na pewno jednym z tematów szczytu. Pytanie, czy dla Kijowa cokolwiek dobrego z tego wyniknie?

Kraje Europy od początku kryzysu ukraińskiego spierały się, jak ostro dociskać Rosję sankcjami - dotąd "gołębie" zwyciężały nad garstką "jastrzębi", z Londynem, Warszawą i Wilnem na czele. Jednak w ostatnich tygodniach doszedł do tego drugi spór - o prawdziwą wersję wydarzeń na Ukrainie. Otóż w Europie rośnie w siłę obóz optymistów (bądź chętnych do udawania optymizmu) w sprawie Kijowa i Moskwy. Twierdzą, że popularność Poroszenki na Ukrainie, wewnętrzne konflikty między rebeliantami, bardzo słabe poparcie secesji przez mieszkańców Donbasu, zwycięstwa militarne Ukraińców, m.in. odzyskanie Słowiańska, oraz strach Moskwy przed stanowczymi sankcjami Zachodu sprawiły, że Putin jest teraz gotów porzucić wschodnioukraińskich separatystów.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej