Należy im po ludzku współczuć. Ale warto też pamiętać, że popełnili poważne błędy w ocenie wiarygodności wrocławskiego dewelopera. Ci inwestorzy, którzy kupili jego obligacje, licząc na grubo ponadprzeciętny 11-proc. roczny zysk, powinni uwzględniać ryzyko utraty swoich pieniędzy.

Po upadku Amber Gold pełno było medialnych doniesień o ludziach nabitych w butelkę. W sierpniu 2012 r. na ryzyko zakupu obligacji Ganta w bardzo trudnym dla branży deweloperskiej okresie zwracał uwagę nasz redakcyjny kolega Maciej Samcik. Ostrzegał, że firma procentowo przebiła nawet ofertę oszukańczego parabanku. Miesiąc później nasz dziennikarz Marcin Kaczmarczyk wywróżył pogrzeb temu deweloperowi, co skończyło się skargą spółki do Komisji Nadzoru Finansowego. Na koniec wyszło, że Gant sprzedał obligacje tuż przed ogłoszeniem fatalnych wyników finansowych. To nie świadczyło o jego uczciwości.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej