Przypomniał mi się on po lekturze tekstu Ewy Siedleckiej "Prezentuj geny na rozkaz" we wczorajszej "Wyborczej". Wynika z niego, że Agencja Oceny Technologii Medycznych, wspierana przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, protestuje przeciwko "bezprawnemu" i "wątpliwemu" z punktu widzenia celu pobieraniu materiału genetycznego od żołnierzy naszej armii i pracowników wojska. Nie podejmuję się dyskusji z oceną "naukowego aspektu" gromadzenia tych danych. Zajmę się zarzutem naruszenia praw żołnierzy.

Wojsko w 2007 r. rozpoczęło ten program na podstawie doświadczeń misji w Iraku i Afganistanie. Na wojnie zdarza się bowiem, że żołnierz może polec, a jednym z ostatnich obowiązków, jakie ojczyzna ma wobec niego, jest zidentyfikowanie zwłok.

Po wybuchu miny zrobionej ze starego pocisku lub bomby lotniczej pod samochodem Humvee bardzo trudno jest odnaleźć cokolwiek innego niż materiał genetyczny.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej