Rząd przyjął wreszcie, po półtora roku od podpisania "Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej", ustawę ratyfikującą tę konwencję. I wysłał ją do Sejmu.

Konwencja nakazuje państwom wiele konkretnych działań zwalczających różne formy przemocy i przeciwdziałających jej, m.in. edukacyjnych, co mocno niepokoi prawicę i Kościół katolicki. Przed przystąpieniem do konwencji ostrzegał m.in. minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, a konstytucyjnej amunicji dostarczał mu wiceminister Michał Królikowski.

Spór się bynajmniej nie zakończył. Minister Królikowski, komentując w Radiu RMF FM przyjęcie przez rząd wniosku o ratyfikację, powiedział, że konwencja "jest niebezpieczna z tego powodu, że wymaga zmian społecznych".

Niebezpieczeństwo polega na tym, że może wymusić na państwie "zmiany aksjologiczne sprzeczne z konstytucją". Konstytucja zaś, w związku z ochroną, jaką daje rodzinie, gwarantuje niezmienność modelu stosunków społecznych. Wcześniej min. Królikowski mówił, że chodzi o rodzinę "tradycyjną", bo konstytucja oparta jest na wartościach chrześcijańskich.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej