Zaraz jednak dodawał, że sankcje musiały być wprowadzane stopniowo, że z Rosją trzeba rozmawiać... Zirytował się, gdy powiedziałem, że w oczach prezydenta Putina tak niezdecydowany przeciwnik jest słabeuszem. Po 10 minutach rozmowy wywiad został przerwany.

To, że prawdopodobnie przyszły szef "europejskiego rządu", mówiąc o najpoważniejszym od dwóch dekad kryzysie, posługuje się oklepanymi formułkami, nie wróży dobrze. A Juncker nie jest wyjątkiem wśród europejskich polityków. Zbyt wielu z nich nie mieściło się w głowie, że Rosja, którą tak chronili przed zbyt surowymi sankcjami, w ogóle nie będzie respektować obietnic, które złożyła w Genewie już po aneksji Krymu. Że rosyjscy żołnierze czy funkcjonariusze podający się za donieckich separatystów porwą inspektorów monitorujących konflikt na Ukrainie z ramienia OBWE - organizacji, do której Rosja należy - i zrobią z nich zakładników. W głowie się nie mieściło, że mimo gróźb i próśb Europy Putin dalej będzie parł do rozbioru Ukrainy. Parafrazując powiedzenie Antoniego Słonimskiego, Unia gra z Rosją w szachy, Rosja z Europą - w dupniaka.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej