Zdaniem autorów apelu te obchody "mogą być rozumiane jako zgoda strony polskiej na działania rządu Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy". Zamiast wymiany polsko-rosyjskiej artyści i kuratorzy proponują zorganizowanie Roku Polskiego na Ukrainie i Roku Ukrainy w Polsce, które byłyby gestem solidarności z ludźmi kultury i całym społeczeństwem Ukrainy.

Doceniam szlachetność takich gestów, uważam jednak, że są one nieskuteczne i - co więcej - szkodliwe. Podstawą polityki wobec państw autorytarnych powinno być wywieranie silnej presji na władze i podtrzymywanie dialogu ze społeczeństwem. Nie odwrotnie. Tymczasem kulturalny bojkot, który proponują środowiska artystów wizualnych, uderzy przede wszystkim w rosyjskich twórców i odbiorców kultury, którzy w dużej części myślą niezależnie i są krytyczni wobec agresywnej, imperialnej polityki prezydenta Putina. To między innymi oni wyszli niedawno na ulice Moskwy, aby zamanifestować sprzeciw wobec wojny. Odwołując spektakle polskich teatrów, wystawy polskich artystów, koncerty polskich orkiestr, karzemy nie tych, którzy na to zasłużyli.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej