Oto jeden z najbliższych współpracowników premiera Donalda Tuska, wiceszef Parlamentu Europejskiego, po wypiciu - jak twierdzi - dwóch buteleczek wina na pokładzie samolotu wdaje się w awanturę z obsługą lotniska z powodu wózka bagażowego. Funkcjonariusz miał popchnąć europosła. Słysząc rzekomo "raus" (wynocha) z ust celnika, Protasiewicz przypomina mu czasy wojny i okupacji. Odgrzewa stereotyp złego Niemca, który czai się tuż za granicą, żeby Polakowi dokopać i go poniżyć. Mówi celnikowi, że w kraju, w którym mieszka, "raus" kojarzy się z takimi słowami jak "Heil Hitler" czy "Hände hoch". Poucza go, by "zanim po raz drugi użyje siły, pojechał do Auschwitz i zobaczył, jakie są skutki, jak ludzie w uniformach używali siły". Niezrażony wykładem polskiego polityka funkcjonariusz wzywa policję i Protasiewicz, skuty kajdankami, ląduje w komisariacie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej