Im ktoś mniej kompetentny, tym bardziej kategoryczne formułuje opinie. Jakby wystarczyła znajomość kilku nazwisk ukraińskich polityków, nieco faktów z historii i zasłyszanych ocen.

Wielu nie ma wątpliwości, co i jak podpowiedzieć Ukraińcom. Padają porównania z polskim rokiem 1989, choć to sytuacja zupełnie odmienna. Janukowycz chciałby pozostać dyktatorem, lecz nie ma na to ani sił, ani możliwości. Jedynym jego pomysłem na rządzenie jest terror i szantaż. Terror, który milicja stosuje wespół z bandytami przeciwko własnym obywatelom. Szantaż wywołania nastrojów separatystycznych na wschodzie, by dać pretekst do interwencji zbrojnej Rosji.

Opozycja przejęła władzę w połowie kraju, protest z wolna rozlewa się w regionach będących dotąd bazą Janukowycza. Wszystkich łączy odrzucenie terroru stosowanego w imieniu państwa oraz totalnej korupcji.

System oligarchatu to zasadniczy problem Ukrainy. A oligarchom było dotąd po drodze z UE, bo swoje finanse, majątki i rodziny ulokowali w Unii. I nic nie słychać, by odczuwali niepokój o los swoich bogactw. A przecież wartości europejskie to także niełupienie bez pamięci własnego kraju.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej