Drogi czytelniku, jeśli myślisz, że czytasz gazetę sprzed kilku lat lub że redaktorzy "Wyborczej" przez pomyłkę zamieścili starą informację, jesteś w błędzie. Od blisko 15 lat chodzi o to samo - o prywatyzację PZU, która odbyła się 6 listopada 1999 r.

Młodsi czytelnicy "Wyborczej" byli wówczas w przedszkolu, więc pokrótce przypomnę, o co chodziło. W 1999 r. Ministerstwo Skarbu wystawiło na sprzedaż 30 proc. akcji Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń. Po wycofaniu się innych na stole pozostały dwie oferty: AXA oferowała od 926,44 do 1158,05 zł za akcję, a konsorcjum Eureko-BIG 1043-1390 zł. Widełki w ofercie wynikały z braku pełnej wiedzy o rzeczywistej sytuacji PZU przed prywatyzacją i po niej. Minister wybrał inwestora, który dawał więcej - ostatecznie zapłacił 1200 zł za akcję, czyli więcej niż wynosiła górna oferta Axy. Prokurator twierdzi, że minister mógł wytargować więcej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej