Dzięki niemu edukacja seksualna w szkole - a nie wyłącznie w internecie na pornostronach - ma być dostępna przynajmniej dla tych uczniów, których rodzice nie mają nic przeciwko temu, żeby ich dzieci uczyły się o własnej seksualności i jej psychologicznych, zdrowotnych i społecznych konsekwencjach.

Segregacja w polskich szkołach - to nic nowego. Od lat dzieci bogatszych rodziców z tej samej klasy mają odpłatne zajęcia językowe, sportowe, informatyczne i inne. Od lat jest też podział religijny: na chodzących i niechodzących na religię. Teraz doszłaby segregacja obyczajowa.

Ten pomysł świadczy o kulcie dogmatu, że rodzice mają prawny i moralny monopol na kształtowanie światopoglądu dziecka. Tak nie jest. Po pierwsze, nie każdy światopogląd przekazywany dzieciom przez rodziców jest prawnie i moralnie dopuszczalny. Są takie - choćby nazistowskie - które sąd spokojnie uznałby za demoralizację nieletniego i mógłby z tego powodu ograniczyć władzę rodzicielską.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej