- Czy Uganda staje się rajem dla homoseksualistów? - takim pytaniem w zeszłym roku ugandyjski dziennikarz zaczął swój program "Poranna bryza" w narodowej telewizji. Temat gorący, bo od jakiegoś czasu parlament tego kraju pracuje nad ustawą antyhomoseksualną okrzykniętą przez światową opinię "Ustawą Zabić Geja". Za akty seksualne z osobami tej samej płci przewiduje ona karę śmierci bądź dożywocia. Ugandyjski dziennikarz stwarzał pozory obiektywności, bo do studia zaprosił dwie strony: jednego z nielicznych w Ugandzie działaczy LGBT Juliana Pepe Onziemę, który jest transseksualnym mężczyzną, oraz protestanckiego pastora Martina Ssempę, który, by przestrzec wiernych przed szatańskimi homoseksualistami, puszczał im w swojej kaplicy gejowskie porno. Ssempa przyniósł do studia marchewki, banany i ogórki. Wygłosił tyradę, której ani dziennikarz, ani Julian Onziema nie byli w stanie przerwać. - Myślisz, że jesteś mężczyzną, ale nie masz wyposażenia. Więc penetrujecie się za pomocą marchewki. Banany wpychacie sobie do odbytu, który nie jest do przyjmowania, lecz do wydalania - wymachiwał ogórkiem w jednej i marchewką w drugiej ręce. Złościł się: - Nie ma nic naturalnego w tym, że jeden mężczyzna wpycha genitalia w odbyt innego mężczyzny. Nie ma nic naturalnego w sodomii. To ludobójstwo Afryki. Sodomia to HIV. Onziema, jeżeli założysz spodnie, to nie znaczy, że jesteś facetem. Demon cię opętał.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej