Opowiedziałem bowiem stary peerelowski dowcip: "Kto prosił ruskie?". Odpowiedź: "Nikt nie prosił, same przyszły". Nagle na twarzy dziewczyny konfuzja i nieśmiałe pytanie: - Ale jak to? Przecież pan zamawiał.

Nie wiem, co o niepodległości sądzą ci, którzy na pielgrzymkach Radia Maryja i smoleńskich wiecach śpiewają "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". (Warto się w końcu zdecydować, czy walczymy o niepodległość, czy ją świętujemy).

Dla mnie niepodległość najpełniej wyraziła się tym, że dziewczyna urodzona po 1989 r. nie rozumie dowcipu "kto prosił ruskie". Oto rodzi się druga generacja Polaków, dla których wolność jest jak powietrze - bez barwy i zapachu. Po prostu jest.

Święto jest więc wszystkich i dla wszystkich. I dla "żydów", "pedałów", "masonów", "lewactwa", i dla "czarnuchów", narodowych mniejszości, dla "Czerskiej" i TVN-u, dla tych wszystkich, których na swoim marszu nie chcą widzieć współcześni spadkobiercy ONR-u i Obozu Narodowego, łyso podgolone karki, bo ich zdaniem Polska tylko dla Polaków prawdziwych jest.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej