Już się zaczęło: psy, które dotychczas żyły między ludźmi, dokarmiane na osiedlach, w parkach, są kamienowane, zatłukiwane łopatami albo wyłapywane i odstawiane do schroniska.

W Bukareszcie od 10 dni wyłapuje się ponad 100 psów dziennie. Nie ma cudu, żeby zmieściły się w istniejących tam kilku schroniskach - i tak już wcześniej przepełnionych. Organizacje obrońców zwierząt nie mogą legalnie wchodzić do schronisk. Podejrzewają, że psy są masowo zabijane. Niekoniecznie usypiane, bo to kosztuje.

Parlament uchwalił ustawę pozwalającą uśmiercić każdego psa, którego nikt nie zabierze ze schroniska w ciągu 14 dni. To prawo w środę oceni rumuński trybunał konstytucyjny.

Magda Kuropatwińska z fundacji Noga w Łapę, która w Bukareszcie pomaga tamtejszym obrońcom zwierząt, mówi, że pojawił się spontaniczny ruch ukrywania psów. Ludzie próbują też adoptować te, które dokarmiali, a zostały zabrane do schroniska. W reakcji pojawiły się zakazy adopcji - rzekomo z przyczyn sanitarnych. Wygląda na to, że władze Rumunii po prostu postanowiły wybić wszystkie psy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej