Materiał to zapewne bardzo smaczny. Tylko że przyzwoity człowiek nie powinien się nim zajmować. Przyzwoity człowiek, widząc, jak komuś ktoś inny złośliwie ściągnie majtki, odwraca wzrok.

W internecie pojawiły się przypuszczenia, że źródłem przecieku do Wikileaks są polskie służby. I że chodzi o namącenie w prawicowo-nacjonalistycznym środowisku, żeby mu popsuć doroczny event - Marsz Niepodległości 11 listopada. Nie wydaje się to nieprawdopodobne. Tak czy inaczej, przecieku nie zrobił z pewnością nikt przychylnie nastawiony do Holochera.

Oburzamy się na inwigilację przez władzę. Na podsłuchy, ściąganie danych telekomunikacyjnych. Edward Snowden ujawnił program powszechnej prewencyjnej inwigilacji PRISM opartej na danych m.in. z portali społecznościowych, np. Facebooka, ze skrzynek e-mailowych, czatów, rozmów na Google'u czy przez Skype'a. I inne podobne programy - np. brytyjską Temporę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej