Starając się być bardzo poważnym, minister Gowin niemal staje na głowie, by być zarazem przedmiotem rozbawienia, i to w tematach, które normalnie śmiechu nie wywołują. Na przykład przemoc wobec kobiet kojarzy mu się z homoseksualizmem, a zapłodnienie in vitro z krzykiem zamrażanych zarodków, słyszalnym - a jakże! - przez ministerialne ucho. Nic więc dziwnego, że Jarosław Gowin nie potrzebuje dowodów na to, że w znalezionej w poznańskiej klinice "beczce" przebywały zarodki, które (zwyczajowo?) wywożone są do Niemiec jako materiał do badań eksperymentalnych. Minister to wie, dowodów mu nie potrzeba.

Minister wie też, że zwyrodniałych przestępców, którzy odbyli swoją karę (a skoro tak, to znaczy, że zostali uznani za poczytalnych), trzeba izolować w specjalnych ośrodkach psychiatrycznych. To decyzja być może słuszna, ale z całą pewnością jest niezgodna z prawem.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej