Polski Kościół ma kłopot, jak interpretować wizję Franciszka, który wzywa Kościół do radykalnego ubóstwa, a sam uparcie rezygnuje z wszelkich oznak papieskiego przepychu.

Co z tym papieżem?! Gdy po konklawe jeden z księży chciał go udekorować obszytą gronostajami pelerynką, usłyszał, że "karnawał się skończył". Nie głosi enigmatycznej i wygodnej (bo mało wymagającej) "idei ubóstwa", zamiast tego mówi z serca: "Jak ja bym chciał biednego Kościoła, Kościoła dla biednych".

Co to znaczy? Niby oczywiste, ale jednak wizja papieża naszym biskupom wydaje się mocno skomplikowana. I ryzykowna. Coś jak granat, który trzeba rozbroić. Stąd różne, nieraz kompletnie sprzeczne pomysły na interpretację słów papieża.

Oto, jak wizję Kościoła ubogiego rozumie sekretarz Episkopatu bp Wojciech Polak: "Kościół zawsze i w każdym czasie jest wzywany do tego, by być solidarnym z ludźmi ubogimi. Trzeba jednak pamiętać, że Kościół nie jest jedną z wielu organizacji charytatywnych, ale to wspólnota, która przede wszystkim głosi zbawienie ludziom ubogim. Oczywiście, Kościół jest wezwany do niesienia konkretnej pomocy, ale przede wszystkim do głoszenia Ewangelii. Tak więc nie chodzi tylko o zaspokajanie materialnych potrzeb człowieka, bo to robią różne organizacje, niejednokrotnie lepiej niż Kościół".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej