Argentyńczyk z rodziny włoskich imigrantów, z doktoratem zrobionym w Niemczech. Franciszek I łączy w sobie Europę z nowym światem, gdzie leży przyszłość Kościoła. Kiedy w 1978 r. konklawe wybrało Karola Wojtyłę, pierwszego nie-Włocha po wiekach, w Kościele świętowano przełom. Ale tak naprawdę nikt wtedy jeszcze nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo Polak w Stolicy Apostolskiej wpłynie wkrótce na Polskę i komunistyczną Europę. Dziś trzeba świętować wybór pierwszego Latynosa. To też ogromny przełom, ale może jego prawdziwą wagę znów docenimy dopiero po kilku latach.

Oby papieskie imię Franciszka I, za którego pośrednictwem wziął sobie na patrona Biedaczynę z Asyżu, stało się dla Kościoła choć trochę prorocze. Katoliccy teolodzy na Zachodzie spierają się od lat o interpretację Soboru Watykańskiego II. Czy to był jeden akt odnowy Kościoła, czy też zachęta do jego ciągłej reformy, uwspółcześniania? Głos Latynosów brzmi w tej debacie odrębnie. Sobór godził Kościół z zachodnią demokracją i błogosławił wolny rynek, ale czy nie za słabo dostrzegł biednych czy raczej dramatycznie biednych, którzy zaludniają świat poza sytym Zachodem?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej