Ministerstwo Nauki chce, żeby każda praca magisterska i licencjacka była badana programem antyplagiatowym. Na razie polskie uczelnie działają na własną rękę. 160 wykorzystuje komercyjną platformę Plagiat.pl.

Moi przyjaciele, którzy wykładają na uniwersytetach, skarżą się, że problem jest masowy - studenci powszechnie i bezmyślnie przeklejają fragmenty i całe teksty z internetu. W dodatku często zupełnie szczerze nie rozumieją, na czym polega problem: skoro tekst "wisi w sieci" i jest dostępny za darmo, dlaczego z niego nie skorzystać?

To nie tylko polski problem. W badaniach prowadzonych od 2006 do 2010 r. przez Donalda McCabe'a, profesora biznesu na amerykańskim Rutgers University, prawie 40 proc. studentów pierwszych lat przyznało się do kopiowania "co najmniej kilku zdań" w zadaniach pisemnych. Susan D. Blum, antropolożka kultury z Notre Dame University, starannie przepytała 234 studentów i odkryła, że pojęć własności intelektualnej oraz autorstwa tekstów często po prostu nie rozumieją. Gdzie nie ma autora, nie ma plagiatu. Prof. Blum pisze, że młodzi ludzie wychowani we współczesnym cyfrowym świecie, w którym można łatwo ciąć, miksować i łączyć fragmenty różnych tekstów, muzyki czy filmów, w ogóle nie rozumieją, dlaczego zarzut plagiatu jest tak poważny (przytaczam to za "New York Timesem" z sierpnia 2010)
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej