Nie jest to jednak temat, który można omówić w Wigilię, bo awantura pewna. Boję się, że i tak znów nie damy rady sprostać wigilijnym nadziejom wobec siebie. Zamiast podgrzewać nastroje, lepiej dziś cokolwiek poprostować.

Powiedziałem w Radiu TOK FM, że wstyd mi za lemingi, którym nie chciało się w poprzednią niedzielę wyjść z domów albo po drodze do galerii handlowej zatrzymać się przed warszawską Zachętą, by w obliczu rosnącej brunatnej fali oddać hołd prezydentowi Narutowiczowi zamordowanemu przez jej przedwojenną odmianę. Dostałem za to od lemingów łomot. Ale gorszy był dla mnie żal Anki, której list ukazał się na Wyborcza.pl.

Anka pisze, że jest lemingiem i słoikiem. Skończyła trudne studia i ma trudną pracę, z którą sobie radzi. Poglądy ma rozsądne. Chce od państwa ustawy o związkach partnerskich, dobrych szkół, służby zdrowia, systemu emerytalnego. Czyli tego co ja: racjonalnego działania w naszym interesie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej