"Pokłosie" Władysława Pasikowskiego prawicowych publicystów albo wkurzyło, albo rozbawiło. Dominik Zdort w "Rzeczpospolitej" opowiadał, jak to "śmiał się do rozpuku", gdy zobaczył upozowanego na Chrystusa Macieja Stuhra ukrzyżowanego na drzwiach od stodoły.

Piotr Semka objaśniał, że "ten nieuczciwy film budzi taki sprzeciw u ludzi przerażonych testowaniem na Polakach historycznej ?pedagogiki wstydu ?". Alergicznie zareagowali też publicyści prasy katolickiej. W jednym z ostatnich numerów "Niedzieli" Elżbieta Morawiec pisała o "antypolskości" "Pokłosia", co harmonijnie współgra z filmoznawczym komentarzem prezesa PiS, który ostatnio mówił o "filmach chorobliwie antypolskich, a finansowanych z kieszeni polskiego podatnika".

"Pokłosie", film, dla którego inspiracją był mord dokonany przez Polaków na żydowskich sąsiadach w Jedwabnem, został raczej umiarkowanie entuzjastycznie przyjęty w Kościele. Niewielu księży - poza tymi, którzy "Pokłosie" potępili w czambuł - zabierało głos dyskusji niemal ogólnonarodowej. Tym cenniejszy jest głos ks. Andrzeja Lutra w najnowszej "Więzi": "Pasikowski nie zrealizował filmu o Żydach, tylko o Polakach i o prawdzie. Ciągle słyszę wrzeszczącego sołtysa Malinowskiego: ?Taką prawdę chcecie ludziom mówić, taką prawdę? No to udławta się nią ?. Tu nie można uciec przed pytaniem, jak głosić prawdę, która jest tak porażająca jak ta wyjawiona przez Malinowskiego Kalinom. Bo prawda może nas oczyścić, ale może też zniszczyć. Zależy kto, w jaki sposób i dlaczego ją ujawnia. ?Pokłosie" Pasikowskiego to wielkie oczyszczenie. I wielki triumf tego reżysera. Pozostaje w oczach widzów obraz podpalonej stodoły i płonących łanów zboża, w których Józek ukrył macewy. Franek Kalina argumentuje: ?Ten świat jest kurewski i my tego nie poprawimy. Ale przynajmniej nie przykładajmy do tego ręki ?. Efektownie to brzmi, ale czy prawdziwie? W jednym z portali przeczytałem, że jest to film antypolski, a napisała to osoba, która filmu nie widziała, ale ona już wie. Jeżeli takie zarzuty zostaną postawione po premierze, to znaczy, że ktoś w Polsce oszalał".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej