A w dodatku, że sam papież bardziej niż o pokój na świecie czy jedność chrześcijan troszczy się o to, by Telewizja Trwam dostała miejsce na multipleksie cyfrowym.

"W centrum katolicyzmu prosiliśmy o błogosławieństwo dla Telewizji Trwam, dyskryminowanej przez rządzącą koalicję PO-PSL" - relacjonuje wczorajszy "Nasz Dziennik".

Innymi słowy, Benedykt XVI ugościł grupę uciśnionych katolików, coś w rodzaju podziemnego Kościoła Chin.

Prawda wygląda nieco inaczej: Rodzina Radia Maryja jest jedną z setek grup, które dziennie przewijają się przez Stolicę Apostolską. Dla papieża to po prostu wpływowe polskie środowisko, które czasem sprawia problemy (stąd list nuncjusza apostolskiego sprzed lat z apelem do biskupów, aby zajęli się "uciążliwą sprawą Radia Maryja"), niemniej jednak środowisko katolickie. W dodatku akceptowane od zawsze przez polski Kościół. Więc dlaczego nie miałby go akceptować papież?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej