Siły fachowej ekspertyzy Gmyza w dziedzinie materiałów wybuchowych nie osłabiły mętne zaprzeczenia nieuków z prokuratury wojskowej, że spektometr wykrywa jony, które mogą występować także w tworzywach sztucznych czy kosmetykach. A rodzina Pospieszalskich i tak szykuje się na najgorsze.

"Tato, czy to oznacza wojnę?" - to pytanie zadała swojemu ojcu 15-letnia Basia Pospieszalska, a on - jako że pytanie było miażdżące i doniosłe - odpowiada córce w "Gazecie Polskiej Codziennie": "Dziś wielu staje przed tym pytaniem. Bo skoro to był zamach, to co mamy robić? Teraz, po ujawnieniu materiałów wybuchowych na wraku tupolewa, nie można już udawać ?Polacy, nic się nie stało ?". Dialog ojca z córką chwyta za serce i przypomina jedną ze strof ojczystego hymnu: "Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany...".

Ciężko być prorokiem we własnym kraju, zwłaszcza prorokiem wojny polsko-ruskiej, red. Gmyza czeka więc trudny czas. "Podtrzymuję to, co napisałem" - przekonuje dziarsko. Nas jednak martwi, że podtrzymywać musi na łamach "GPC", że nie może podtrzymywać w "Rzepie", bo tam brzydko coś kręcą - najpierw o pomyłce, potem o "pochopności".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej