Za rządów AWS Władysław Jamroży oraz jego bliski współpracownik Grzegorz Wieczerzak byli bardzo ważnymi menedżerami państwowych spółek, a ich wpływy znacznie wykraczały poza firmy, którymi zarządzali. Dzięki powiązaniom z politykami rządzącego wówczas ugrupowania doprowadzili do dymisji ówczesnego ministra skarbu państwa Emila Wąsacza.

Jamroży po odejściu z PZU został prezesem ważnej dla skarbu państwa spółki Totalizator Sportowy, a gdy minister skarbu chciała go w 2001 r. odwołać, okazało się to niemal niemożliwe. Dopiero specjalnie zwołane posiedzenie rządu i całonocne drukowanie Dziennika Ustaw ze zmianami w statucie Totalizatora Sportowego pozwoliły na jego odwołanie.

Przed kilkunastu laty wielokrotnie krytykowałem działalność Jamrożego. Dziś uważam go za ofiarę polskiego wymiaru sprawiedliwości. Sądzony był nie za wykorzystywanie politycznych wpływów - co było naganne, lecz nie stanowiło przestępstwa - ale za rzekome nieprawidłowości przy zarządzaniu PZU. Sprawa dotyczyła lat 1998-99, a zarzuty, jakie stawiał prokurator, były banalne i łatwe do udowodnienia, gdyby rzeczywiście istniały na nie dowody.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej