Ta decyzja nie powinna być niczym nadzwyczajnym. W państwie, w którym ponad 50 proc. obywateli to kobiety, listy wyborcze powinny odzwierciedlać ten fakt. Tym bardziej że kobiety są lepiej od mężczyzn wykształcone, bardziej nastawione na współpracę niż na ambicjonalną konkurencję, są też bardziej wiarygodne, odpowiedzialne, pracowite i mniej podatne na korupcję (bo z reguły znajdują się poza układami lub są do nich niedopuszczane). Ale w Polsce, w której wiedza o tym jest mało eksponowana, decyzja partii Palikota ma charakter nadzwyczajny i odważny. Nadzwyczajny, bo to niezwyczajne, żeby partia i to w momencie, gdy traci na popularności, spełniała dość ryzykowną i mało spektakularną obietnicę wyborczą. Odważny, bo robi to na dwa lata przed kolejnymi wyborami, co oznacza, że nie oczekuje szybkiego efektu "sondażowego", lecz że szykuje się do poważnej pracy, głównie w terenie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej