''Swoim zwyczajem wolę jako egzemplifikacji użyć anegdoty niż prac naukowych'' - pisze Rafał Ziemkiewicz w książce ''Myśli nowoczesnego endeka''. Jest to wyznanie wzruszające, bo ambicje autora są gigantyczne. Ziemkiewicz popełnił traktat, który ma być analizą miejsca Polski i Polaków we współczesnym świecie i ideowym drogowskazem naszej prawicy, aktualnym odpowiednikiem ''Myśli nowoczesnego Polaka'' Romana Dmowskiego, które ukazały się sto lat temu z okładem. Z Dmowskim łączy jednak Ziemkiewicza głównie to, że obaj pisali niezbyt dobre powieści - przy czym Dmowski miał wystarczająco dużo samokrytycyzmu, żeby wydawać swoje pod pseudonimem. Publicystykę pan Roman pisał jednak w sposób zdyscyplinowany i klarowny, a tekst Ziemkiewicza to swobodna, pełna powtórzeń i dygresji, pozbawiona struktury gawęda. Gatunkowo bardziej przypomina opowieść przy piwie. Książka Dmowskiego jest potężną lekcją narodowego egoizmu. Narody walczą o byt, wykładał, i w tej walce wszystkie chwyty są dozwolone. Polacy przegrywają w darwinowskim starciu (Darwin był wtedy nowym, bardzo inspirującym myślicielem), bo są słabi i sentymentalni; przy czym polski sentymentalizm, przyrodzona tolerancja oraz gnuśność czynią nas słabymi podwójnie. Z tej przesłanki wyprowadzał Dmowski program polityczny. Brzmi on złowrogo dla kogoś, kto już zna obłęd XX-wiecznych nacjonalizmów. Wtedy jednak wielu myślącym ludziom wydawał się pociągający. Była w każdym razie u Dmowskiego konsekwencja i logika; jedno i drugie mroczne, ale rozmachem wykraczało poza doraźne polityczne batalie. U Ziemkiewicza jest głównie pogawędka o sprawach bieżących: mamy tu Tuska, Michnika, kryzys, katastrofę smoleńską, po raz kolejny Michnika, walkę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim, znowu Michnika, i jeszcze raz ''Gazetę Wyborczą'' (chociaż ta obsesja dziś mu już mniej dokucza niż w przeszłości). Byłoby więc łatwo książkę Ziemkiewicza potraktować jako świadectwo megalomanii autora i zarazem przygnębiający przykład upadku dyscypliny umysłowej wśród polskiej prawicy, który dokonał się przez ostatnie sto lat. Zwłaszcza rozmiar autorskiego ego jest zabawny, bo czyni pisarza całkowicie bezbronnym. Ziemkiewicz uwielbia wymyślać innym ludziom od chamów i prostaków oraz wielbić tradycje polskiej inteligencji, co absolutnie nie przeszkadza mu pisać o kimś, kogo nie lubi np. tak: ''zwykły, cyniczny bydlak, nie wart nawet splunięcia mu w cwelowski ryj (...) suto opłacany prymityw, zatruwający umysły konsumentów medialnego kitu prostackimi dowcipasami z tupolewa, Murzyna czy Ukrainek'' (wiecie już państwo, o kim mowa, prawda?). Wśród tych anegdot i bluzgów są jednak u Ziemkiewicza dwie czy trzy myśli ciekawe i symptomatyczne dla polskiej prawicy w ogóle, nad którymi warto się pochylić.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej