Czy katolik może głosować za ustawą wprowadzającą związki partnerskie czy zezwalającą na stosowanie metody in vitro? Czy głosując ''za'' promuje zachowania nieetyczne i kwestionuje wartości rodzinne, jak twierdzą przeciwnicy związków in vitro? Dla katolików, a jest ich większość, jest to problem.

Art. 32 konstytucji stwierdza, iż ''Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny''. Małżonkom, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie, prawo umożliwia wspólne rozliczenie podatkowe, przejęcie spadku po współmałżonku bez podatku, otrzymanie prawa do lokalu komunalnego po zmarłym współmałżonku, do informacji medycznej, pochowania we wspólnym grobie itd. itp. Dla partnerów, choćby 50 lat mieszkających razem, takich praw nie ma. Znałem parę, w której po śmierci jednego z partnerów zjawiła się po spadek daleka rodzina, która od lat nie utrzymywała kontaktu ''z tym pedałem'', a teraz wyrzuciła na bruk jego życiowego partnera. Kiedy indziej słyszę o rozpaczy najbliższej osoby, która tygodniami nie może się dowiedzieć o stanie zdrowia partnera, bo formalnie nie stanowi dla niego żadnej rodziny.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej