A więc - gdyby nie paczka z marihuaną nadana na adres i imię pieska (lecz już nie nazwisko, gdyż paczka była zaadresowana na niejaką Lipowicz; nie oznaczono, czy to pies, czy człowiek) frontwoman Maanamu, nie byłoby rewizji w domu Kory.

Gdyby nie było rewizji, nie znaleziono by ok. 3 gramów marihuany.

Gdyby jej nie znaleziono, nie byłoby śledztw i skierowania sprawy do sądu.

Nie byłoby również debaty nad sensownością prawa, które jest niespójne (wolno palić, nie wolno mieć) i każe karać za 3 gramy.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej