Dalszy cel mojej podróży to Stambuł, gdzie na początku lipca odbywała się coroczna Konferencja ESHRE (Europejskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii). Prawie 7 tys. uczestników ze wszystkich krajów debatowało nad problemem niepłodności.

Kluczowe pytanie tam stawiane to jak skutecznie pomagać niepłodnym parom i co robić, żeby rodziły się zdrowe dzieci? Natomiast u nas dyskutuje się nad zakazem leczenia za pomocą in vitro lub też jak ingerować w procedurę, żeby była ona najmniej skuteczna.

W tym roku będzie 25. rocznica urodzenia pierwszego dziecka w Polsce po leczeniu in vitro. Z tej okazji w listopadzie odbędzie się konferencja "Postępy w medycynie rozrodu" z udziałem wielu znakomitych specjalistów europejskich. Chcę przedstawić niepodważalne argumenty w obronie in vitro.

Po pierwsze, nie można kwestionować praw kobiet i mężczyzn do posiadania własnego potomstwa. Niepłodność jest niezawinioną chorobą, która obejmuje 8-15 proc. populacji w okresie rozrodczym. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) niepłodność nazywa chorobą społeczną. Jak każdą chorobę trzeba ją skutecznie leczyć. Do dyspozycji pozostają trzy główne sposoby leczenia:
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej