U wszystkich konserwatywnych wielbicieli "walki z terroryzmem" kosztem podstawowych swobód obywatelskich najbardziej zdumiewa mnie nawet nie brak wrażliwości, ale brak wyobraźni. "Polewanie zimną wodą na Mazurach nie było najstraszniejszą rzeczą w tej wojnie. Alternatywą były niewinne osoby mordowane w zamachach na ulicach Londynu, Madrytu, Nowego Jorku" - pisze Tomasz Wróblewski w "Rzeczpospolitej".

Chodzi o skargę człowieka, którego siły specjalne USA porwały, przetrzymywały bez procesu i bez sądu, a potem torturowały - bardzo możliwe, że w Polsce.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej