Kora jest artystką i celebrytką, która nie poddaje się wzorcom popkultury lecz rzeźbi swoje życie jak chce. O marihuanie mówi, że to sposób na "zmianę percepcji, ale taką, którą się zna i której się pożąda". Kora "jest za legalizacją, ale nie za paleniem od rana do wieczora".

Jej życiowy partner Kamil Sipowicz, prawdziwy rycerz konopny, mówi, że to po marihuanie Kora napisała m.in. utwór "Paradę słoni". Zapamiętałem go jako baśniową kpinę z absurdów PRL:

"Parada słoni, jak na dłoni
Przeciąga z gracją cinema".


Korze, mam nadzieję, nic nie grozi, bo nawet polscy prokuratorzy wyczuwają granice śmieszności. Już zresztą została potraktowana ulgowo.

W ostatnich 10 latach zatrzymanych tak jak Kora - z małą ilością "narkotyku" (art. 62) - zostało co najmniej 350 tys. osób. Większość została osadzona na "dołku" na minimum 24 godziny. Otrzymali "ugodową" propozycję prokuratora, zawsze taką samą - sześć miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Większość wyrok przyjęła, choć oznacza to ładnych parę lat hak w życiorysie - żadnej publicznej posady, np. w szkole, a także w UE, odmowa wizy do USA.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej