Pokazują to przykłady licznych uroczystych świąt kościelnych, jak choćby Bożego Ciała, których obchody polegają na tym, że jeden czy drugi biskup zawsze w kazaniu przydzwoni bliźniemu swemu. Staje się to głośne na cały świat, Polska bowiem - z braku telewizji religijnych - jest krajem transmitującym procesje we wszystkich telewizjach świeckich, dla których są one główną wiadomością dnia.

Szczęśliwie osoby i środowiska pozbawione głosu są więc już głośniejsze od pozostałych. Na okładce ich organu "Uważam Rze" znajduje się wyjaśnienie: "Tygodnik autorów niepokornych, największy w Polsce". Autorzy niepokorni tak się rozplenili, że jest ich najwięcej i już wkrótce pokornego nie znajdą nawet ze świecą, choćby i gromniczną.

Trzeba jednak pamiętać, że zbyt duże zaangażowanie w propagowanie idei okołokościelnych prowadzi do efektów odwrotnych, czego dowodzi przypadek Janusza Palikota. To on utrzymywał kiedyś z własnej kieszeni tych samych autorów w tygodniku "Ozon", a teraz chce się desperacko wycofać nie tylko z tej komunii, ale nawet ze swojego chrztu. Ze wszystkiego, co robi, zostaje tylko jakaś ofiara.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej