Nigdy nie zrozumiem zawziętości, z którą cześć księży i prawicowych publicystów walczy z prezerwatywami.

To jedna rzecz sądzić, ze ich używanie jest niemoralne. Uważam to za bez sensu, ale religie często narzucają wierzącym różne dziwaczne ograniczenia: to prywatna sprawa pomiędzy ludźmi i Bogiem, w którego wierzą.

Czym innym jest jednak pisanie, że prezerwatywy są szkodliwe dla zdrowia. Tu katolicki publicysta wychodzi już z bezpiecznej sfery zakazów oraz nakazów i wkracza w sferę faktów, które da się sprawdzić, a więc na pole grząskie.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej