Samorządowcy wydali wojnę archaicznej Karcie nauczyciela. Słusznie. Bo Ministerstwo Edukacji Narodowej jest w tej sprawie kompletnie bierne.

Nauczyciele w szkołach publicznych powinni mieć normalny 40-godzinny tydzień pracy bez przywileju 18-godzinnego pensum (czas spędzony przy tablicy). Dziś spędzają bardzo mało czasu na lekcjach w porównaniu z kolegami z Unii Europejskiej. Poza tym mają rozmaite mieszkaniowe i wiejskie dodatki do pensji niezwiązane z wydajnością czy jakością ich pracy. Trzeba je zlikwidować podobnie jak roczne pełnopłatne urlopy na poratowanie zdrowia, które przysługują już po siedmiu latach pracy. I to trzy razy w czasie całej kariery.

Dziś aż 370 nauczycieli krakowskich jest na takich urlopach. Kosztuje to samorząd rocznie 18 mln zł. To horror! Przecież nauczyciele i tak mają najdłuższe urlopy spośród wszystkich zawodów.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej