"Rząd powinien z Litwą postępować ostrzej. Powinien rozważyć posunięcia naprawdę dla Wilna bolesne" - napisał w piątkowej "Rzeczpospolitej" Piotr Skwieciński. Już sam tytuł artykułu jest wymowny: "Ze słabym się nikt nie liczy". Skwieciński wylicza problemy w stosunkach polsko-litewskich (autentyczne, nie przeczę): pisownia nazwisk polskiej mniejszości na Litwie; utrudniony zwrot własności, zwłaszcza ziemi; chłodny stosunek litewskich elit do polskich inwestycji, np. zakupu rafinerii w Możejkach przez Orlen, oraz obojętność na postulaty polskiej spółki, np. w ułatwieniu transportu ropy do zakładu.

Skwieciński ulega stałej wśród sympatyków polskiej prawicy iluzji, że jak hukniesz pięścią w stół, to może nic nie załatwisz, ale zostaniesz usłyszany i zaskarbisz sobie szacunek. "Aby odegrać w polityce międzynarodowej jakąś większą rolę, trzeba być uznanym za podmiot silny - pisze Skwieciński. - A kraj, który przez prawie 20 lat nie potrafi w relacjach z innym, mniejszym, załatwić sobie realizacji ważnych dla siebie (i formalnie uznanych przez mniejszy podmiot!) postulatów, nie będzie uznany za szlachetny, tylko za słaby. Będzie za taki uznany i w Wilnie, i w Mińsku, i w Kijowie. I również w Moskwie".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej