Takiej przewrotki intelektualnej ks. Sowie mogą pozazdrościć publicyści ultrakatolickich portali. Sprawa jest jednak zbyt poważna by się wyzłośliwiać. Oto kilka faktów. W Polsce ciążę można usunąć tylko w trzech przypadkach: gdy zagraża ona życiu lub zdrowiu kobiety; gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu; gdy ciąża jest skutkiem przestępstwa (m.in. gwałtu albo kazirodztwa).

W praktyce obowiązująca ustawa nie działa. Lekarze często odmawiają skierowania na legalny zabieg. Takich aborcji w 2008 r. było zaledwie 499. Tzw. zwolennicy opcji pro-life przekonują, że całkowity zakaz aborcji ograniczy tę liczbę. Chyba sami w to nie wierzą.

Organizacje kobiece szacują, że 80 tys. - 200 tys. Polek rocznie przerywa ciążę, część z nich za granicą. Niektóre w warunkach zagrażających ich życiu. I tak będzie, niezależnie od ustawy. Poradnictwo dla kobiet rozważających aborcję nie istnieje, opieka nad matkami samotnymi lub będącymi w trudnej sytuacji (niekoniecznie finansowej) to fikcja. Ale kogo to obchodzi? Kobieta ma rodzić i już.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej