Brzmi ładnie, ale o co tak naprawdę chodzi ludowcom, gdy dystansują się od pomysłu Donalda Tuska wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat? To śmiesznie proste: jak zwykle w przypadku PSL chodzi o to, by ugrać coś dla rolników.

Niby premia jest taka sama dla każdej matki - i tej z miasta, i tej ze wsi, ale jest haczyk.

Gdyby Tusk kupił pomysł PSL - na razie jest mu przeciwny - kobiety nieubezpieczone w KRUS zapewne by z niego nie korzystały. Matka z trójką dzieci mogłaby pracować o dziewięć lat krócej, ale jej emerytura byłaby żałośnie niska. Bo wysokość jej świadczenia jest bardzo mocno powiązana z latami pracy.

Co innego na wsi. Rolniczki ubezpieczone w KRUS otrzymują ok. 800 zł miesięcznie (w ok. 96 proc. rolnicze emerytury finansuje budżet, bo rolnicy płacą znacznie niższe składki niż inni pracownicy) i to świadczenie nie rośnie wraz z liczbą przepracowanych lat. Dziś rolniczka, matka trójki dzieci, może odejść na emeryturę w wieku 55 lat. A gdyby pomysł PSL przeszedł, mogłaby przestać pracować kilka lat wcześniej. Jej emerytura byłaby taka sama: 800 zł. PSL znów zdobyłby kilka punktów w wiejskim elektoracie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej