http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Donald, nie bądź kadłubowy

Mirosław Czech
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-10 09:46

"I nie parami chodzą nieszczęścia/Ale wilczymi stadami" - zakończenie jednego z wierszy Artura Międzyrzeckiego mogłaby wziąć za motto Platforma Obywatelska i jej rząd

Mirosław Czech
Fot. Pawel Kiszkiel / AG
Mirosław Czech
Nie przebrzmiały jeszcze echa protestów lekarzy i aptekarzy po ustawie refundacyjnej, w głowach wciąż tkwią sceny z protestów w sprawie ACTA, lecą z posad odpowiedzialni za przygotowanie wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku oraz polską część wyjaśnień rosyjskiego MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej - a już na horyzoncie kolejne kłopoty. Sondażowe i emerytalne.

W badaniu OBOP dla "Gazety" poparcie dla PO spadło do rekordowo niskiego poziomu od 5 lat. Dziś na partię Donalda Tuska gotowych jest oddać swoje głosy 28% respondentów, a więc jedynie o 2% więcej niż na PiS. W porównaniu ze styczniem notowania Platformy spadły aż o 9 punktów procentowych, PiS wzrosły o 4 punkty.

W badaniu SMG/KRC dla TVN24 na PO chciałoby głosować 27% Polaków, zaś na PiS - 22%. W ciągu trzech tygodni Platforma straciła 5 punktów procentowych poparcia, PiS nie zyskał niczego. Wzrósł natomiast poziom akceptacji dla Ruchu Palikota (dziś to 17%) i SLD (10%).

Z tych wyników płyną dwa wnioski. Po pierwsze, Platforma zaczęła płacić cenę za dezynwolturę w rządzeniu, z jaką rozpoczęła swoją drugą kadencję u władzy. Jej liderzy i PR-owcy nie spostrzegli, że wraz z jesiennym zwycięstwem skończył się czas budowania poparcia na byciu alternatywą dla PiS. Wielu ludzi to już nie kręci, będą rozliczać rząd i jego polityczne zaplecze za to, co zrobili lub czego zaniechali.

Po drugie, na scenie politycznej i społecznej rozpoczął się ruch, który może wywrócić ją do góry nogami. I to prędzej niż się wielu wydaje. Problemów gospodarczych i społecznych narosło tyle, że frustracja z nimi związana musi gdzieś znaleźć wyjście.

Minister Michał Boni mocno kaja się ("Dostaliśmy lekcję. Ale jaki inni premier powiedziałby "Przepraszam"?", GW, 10 lutego 2012) za brak konsultacji społecznych przed podpisaniem ACTA. Chcąc wyjść z ciosem, stwierdził: "I teraz powiem mocną rzecz: można popełniać błędy, to się zdarza wszystkim. Ale proszę mi pokazać jakiegokolwiek premiera w ostatnich dwudziestu paru latach, który po błędzie z otwartą przyłbicą wyszedłby do ludzi na taką debatę, jaka się odbyła w poniedziałek w kancelarii premiera?"



Pamięć mam długą i wspominam kilku szefów rządów, którzy - z trudem, bo trudem, ale jednak - przepraszali wyborców za efekty swoich decyzji. Stawali też nie do takich debat - nie na swoim terytorium, lecz na zjazdach związków zawodowych, nie przed setką internautów, lecz tysiącami działaczy związkowych.

Przepraszanie to żaden tytuł do chwały obecnego premiera. Ludzi tym się już nie kupi.

Boni zadeklarował, że władze wyciągnęły wnioski z dzisiejszej sytuacji. I że nauki wystarczy do końca kadencji. To ważne, bo prawdziwe schody dopiero przed rządem. Reforma emerytalna już budzi ogromne emocje, choć projekt ustawy został przedstawiony jedynie do konsultacji społecznych. Lekarze zastanawiają się nad wznowieniem protestu, tykającą bombą jest problem ubezpieczenia się szpitali od skutków pomyłek lekarskich. Narasta bezrobocie, a wraz z nim problem braku zatrudnienia i perspektyw życiowych dla młodego pokolenia.

Rzeczywistości się nie zagada, a społeczeństwa nie nastraszy się wizją powrotu Jarosława Kaczyńskiego do władzy. Potrzebne są działania i decyzje, bo ich zaniechanie jedynie przyspieszy ów powrót.

Tomasz Wróblewski napisał ("Najważniejsza reforma dla państwa i obywateli", Rz., 10 lutego 2012), że jego gazeta wspierać będzie reformę emerytalną Tuska. Z pewnym jednak zastrzeżeniem. "Chcemy wierzyć, że to twarda deklaracja premiera, a nie tylko strategia negocjacyjna. Że to nie kolejny projekt, z którego rząd będzie się wycofywać, aby na koniec przyjąć ustawę w kadłubkowej formie".

Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" utrafił w sedno wyzwania, przed jakim stanął Tusk. Opór opozycji oraz tradycyjne wahania PSL powodują, że w toku prac parlamentarnych projekt rządowy może zostać poważnie ociosany. Pół biedy, jeśli kompromisy dotyczyć będą spraw drugorzędnych, a nie istoty propozycji - wydłużenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 lat.

W exposé premier twardo zapowiedział osiągnięcia tego celu. Od sposobu wywiązania się z tej obietnicy będzie oceniany przez dużą część społeczeństwa, UE i rynki finansowe. Z wielu względów Tusk nie może sobie pozwolić na zyskanie miana Donalda Kadłubowego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 3
  • 6
  • 11
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    46 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':