Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania pani Agnieszka Kozłowska-Rajewicz złożyła bowiem pismo do komisji etyki, wzywając do ukarania posła za tę i inną, równie elegancką wypowiedź (o zoofilii i homoseksualizmie, a więc w dziedzinie, w której sama "Rzeczpospolita" ma niejaki dorobek).

Redaktor Skwieciński uważa, że trzeba koniecznie ująć się za posłem Suskim, bo "jeśli () pada określenie "mowa nienawiści", to już sam ten fakt powoduje, że Suskiego trzeba bronić". Innymi słowy, proces myślowy w głowie redaktora jest taki, że gdy pada jakieś słowo - wszystko jedno, w jakim kontekście - redaktorowi zapala się czerwone światełko. Redaktor woła wtedy: "Jest to fraza nacechowana, używana przez lewicowych inżynierów społecznych " itp.

Redaktora Skwiecińskiego martwi "penalizacja słowa ? Murzyn ?" - choć oczywiście o żadnej penalizacji mówić nie można, bo nie o prawo karne tu chodzi, ale o etyczne napiętnowanie. I nie chodzi o sam fakt użycia słowa "Murzyn", ale o kontekst, w jakim zostało użyte. By to wytłumaczyć redaktorowi Skwiecińskiemu najprościej jak umiem, dam mu taki oto przykład.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej