http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zdejmijmy białe rękawiczki

Jacek Pawlicki
2012-01-28, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 22:19

Polskie pięć minut w Europie nie będzie trwało wiecznie. Przed nami rokowania w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-20. To będzie walka na pięści

Bruksela, 14 listopada 2011. Konferencja prasowa ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego
Fot. Wiktor Dabkowski Photoshot/REPORTER
Bruksela, 14 listopada 2011. Konferencja prasowa ministra spraw zagranicznych...
Jacek Pawlicki
fot. AG
Jacek Pawlicki
Historia była ostatnio dla Polski łaskawa. Pierwsze polskie pięć minut przeżywaliśmy w 1989 r. Pokojowa transformacja polityczna, a później gospodarcza stały się modelem dla całego regionu.

Druga koniunktura nastała jesienią 2011 r. Jak mało który kraj Unii Polska poradziła sobie z kryzysem i sprawowała udaną prezydencję w Radzie Europejskiej. Szef dyplomacji Radosław Sikorski wezwał w Berlinie Unię do zacieśniania integracji politycznej i reform. Co więcej, dość odważnie (żeby nie powiedzieć: mało dyplomatycznie) wezwał Niemcy, by ratowały strefę euro. To wszystko podobało się w Europie. Akcje Polski wzrosły.

Kraj podejrzewany o to, że do Unii wstąpił głównie, by zgarnąć unijne fundusze, znalazł się nagle w centrum europejskiej debaty o przyszłości Europy. Polska dołączyła do krajów rozgrywających, choć ani wielkość naszej gospodarki, ani siła państwa nas do tego nie uprawniała. Jak zauważyli niektórzy eksperci, Warszawa zaczęła boksować powyżej swojej wagi. W gmachu na Szucha i w rządowych budynkach przy Alejach Ujazdowskich dało się słyszeć szmerek zadowolenia.

Ale otrzeźwienie nadeszło dość szybko. Okazało się, że w negocjacjach w sprawie paktu fiskalnego - do którego wejść Tusk zgodził się na grudniowym szczycie Unii - rządowi nie idzie najlepiej. Powód? Sprzeciw m.in. Francji popieranej po cichu przez inne kraje, w tym Niemcy, wobec kluczowego postulatu Polski: otwarcia wszystkich szczytów krajów strefy euro dla państw spoza eurolandu.

Skutek? Zmiana stosunku rządu do paktu fiskalnego. Przed grudniowym szczytem uczestnictwo w pakcie było dla premiera gwarancją, że Polska pozostanie w zacieśniającej współpracę grupie państw Unii. Ostatnio i szef MSZ, i premier zgodnie przyznali, że jeśli pakt będzie prowadził do podziałów w UE (czytaj: polski postulat nie zostanie spełniony), to do niego nie wejdziemy. Czyżby to, co miało zapobiec podziałom, samo zaczęło dzielić?

Być może szczyt Unii 30 stycznia zakończy się spełnieniem przynajmniej części polskich postulatów? Kompromis się rysuje - Polska uczestniczyłaby we wszystkich szczytach paktu fiskalnego, ale nie miałaby wstępu na odrębne szczyty strefy euro.

Tak czy owak, Polska musi wrócić na ziemię - do ligi krajów średnich poza strefą euro i zainteresowanych dużym budżetem UE. Z drugiej strony rząd powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, by jak najszybciej spełnić kryteria wejścia do euro (choć Ministerstwu Finansów, niestety, z tym się nie spieszy). Owszem, przyjaźń z Niemcami i proeuropejska polityka rządu wzmacniają naszą pozycję, ale jak przyjdzie co do czego, to w Europie, gdzie dominują interesy narodowe, liczyć możemy tylko na siebie.

Polska prezydencja się skończyła, premier Tusk może przestać odgrywać rolę europejskiego wieszcza przestrzegającego przed podziałami Europy. Trzeba zdjąć białe rękawiczki, przystąpić do ważniejszych negocjacji: o budżet Unii na lata 2014-20. Polska gra w nich o historyczną stawkę - doszlusowanie za pomocą transferów z Unii do poziomu bogactwa Zachodu w ciągu siedmiu-ośmiu lat.

W Unii obowiązują siedmioletnie okresy budżetowe, po to by instytucje i państwa członkowskie mogły lepiej planować wydatki. Obecny - wynoszący 925 mld euro - kończy się w 2013 r. Ogłoszona pod koniec czerwca 2011 r. w Brukseli propozycja Komisji na lata 2014-20 opiewa na 972,2 mld. Komisja zaproponowała, by największą pozycją była w nim polityka spójności służąca wyrównywaniu różnic między bogatymi i biednymi krajami UE. Bruksela chce przeznaczyć na nią 376 mld euro, z czego najwięcej - aż 70-80 mld - mogłoby trafić do Polski.

To optymistyczny scenariusz. Kilka krajów, z Francją na czele, nie chce zgodzić się na tak wielki budżet i zamierza go solidnie przyciąć (Paryż nawet o 200 mld euro). Dobrze więc, że Polska mobilizuje "sojusz eurobiedaków".

Ostateczne starcie w sprawie budżetu odbędzie się pod koniec roku. To będzie walka na pięści, gdzie bogaci łapać się będą za kieszeń, nie oglądając się na interes Europy. Uczestnictwo Polski w pakcie fiskalnym może wzmocnić naszą pozycję w tych rokowaniach, ale nasz sukces będzie zależał od siły naszych sojuszy i argumentów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 9
  • 1
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób