Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



PiS zamówiło badania wśród radiomaryjnego elektoratu i okazało się, że Kaczyński ma wśród tych wyborców pozycję porównywalną do ojca Rydzyka.

Za to przywódcy Solidarnej Polski są podzieleni. Zbigniew Ziobro chce się trzymać "prawej ściany". Jacek Kurski woli iść "szeroką ławą".

Problem pierwszy: Wiara we własną charyzmę

Ziobryści brali za dobrą monetę popularność Ziobry w twardym elektoracie. Byli przekonani, że radiomaryjni wyborcy kochają Ziobrę bardziej nawet niż Kaczyńskiego, bo na spotkania przedwyborcze z udziałem Ziobry publika waliła drzwiami i oknami.

Najwyraźniej jednak ziobryści się przeliczyli. Ziobro był w radiomaryjnym elektoracie beniaminkiem do czasu, gdy jako "delfin" stał u boku Kaczyńskiego. Po przejściu do konkurencyjnej drużyny - wielbiciele go opuścili, a może nawet znienawidzili jako zdrajcę. Mało kto odważyłby się powiedzieć o Ziobrze, że to polityk z charyzmą, nikt nie zna jego poglądów poza, nazwijmy to ogólnie, "wymiarem sprawiedliwości". Tymczasem Kaczyński jest politykiem pełnokrwistym, a jeszcze choćby przez to, że był premierem, potrafi - jak przystało na lidera - wypowiedzieć się na każdy temat.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej