Ale nie w tym wypadku. Tu nawet hasła krzyżówek niosą poważną, choć zakamuflowaną treść: "pasma krótkich włosów nad oczodołami", "mały niewielki włos", "mała zamykana skrzynka na kosztowności", "tragiczność, nieszczęście, okropność", "knowanie, spisek", a nawet "pali się w świecy", "nocne spotkanie czarownic w odludnym miejscu", "zdrobniale od interes" i "miasto w Rosji nad Czepcą". Nie ma mowy o przypadkach.
A cóż dopiero mówić o dwóch autorach, Michalkiewiczu i Rosiewiczu, którzy w piątki zapełniają tę stronę? Pierwszego bez ryzyka można nazwać głównym ideologiem gazety, drugi już kilkadziesiąt lat temu przestrzegał przed zgubnymi kontaktami płciowymi z Niemkami, których tragicznym skutkiem nie byłyby choroby weneryczne, ale zawstydzająca każdego Polaka konieczność mówienia przy dziecku po niemiecku.
Autor nr 1 jest najlepiej poinformowanym człowiekiem w kraju, autor nr 2 zresztą też.
Michalkiewicz wie i nie obawia się ujawnić, że w „naszym nieszczęśliwym kraju” rządzą rosyjski wywiad, czyli „razwiedka”, i
SB - „bezpieczniackie watahy”. „Razwiedka [...] podobnie jak za komuny personifikuje rację stanu. Wyrazem tego jest wniosek o uchylenie immunitetu Antoniemu Macierewiczowi”. Z drugiej jednak strony „razwiedka nie koncentruje się na żadnej » racji stanu «, tylko na kręceniu lodów poprzez rozkradanie państwa [...] i reżyserowanie tzw. sceny politycznej”.
Na czym polega owo reżyserowanie? Prosty przykład dotyczący Okrągłego Stołu, który zaistniał w następstwie przyjęcia "przez razwiedkę oferty złożonej przez Jacka Kuronia". To dość zawiła narracja, lecz sens jest chyba taki: jeśli wywiad ZSRR pomoże Kuroniowi usunąć z podziemnych struktur ekstremistów, to Kuroń "użyczy razwiedce demokratycznej fasady i w ten sposób uzyska swój udział w zewnętrznych znamionach władzy". To, że "razwiedka" długo nie chciała słyszeć o udziale w rozmowach przy Okrągłym Stole Kuronia (i Michnika), musimy więc traktować jako szyty grubymi nićmi kamuflaż. Zastosowany po to, "by mniej wartościowy naród tubylczy jak najdłużej myślał, że z tą naszą młodą demokracją i sceną polityczną to wszystko naprawdę".
Dzięki Michalkiewiczowi nie będziemy aż tak zaskoczeni i jakoś się psychicznie przygotujemy na straszne czasy: "Wejście scenariusza rozbiorowego w fazę realizacyjną [...] sprawia, że trzeba 20-letni okras pieredyszki kończyć i przykręcić śrubę".
By pojąć, jak to wszystko jest skomplikowane, należy się zapoznać z rewelacjami Rosiewicza. Otóż
Donald Tusk nie jest na żadnym urlopie, tylko ukrywa się "w brukselskim wilczym szańcu". (Dla przypomnienia: w Wilczym Szańcu mieściła się kwatera główna Hitlera, więc aluzja jest boleśnie celna). Dlaczego premier się ukrywa? Bo "za Donaldem T. i Radkiem rozesłano listy gończe" i teraz obaj "ukrywają się przed kratą i przed Trybunałem Stanu".
Kto rozesłał listy gończe za swoimi najwierniejszymi przecież pretorianami? "Razwiedka"? SB?
Wojskowe Służby Informacyjne? A może oni sami rozesłali, bo wreszcie przejrzeli na oczy i zrozumieli istotę swojej brudnej
gry? Po co się w takim razie ukrywają? Z pewnością szczegółów dowiemy się z ostatniej strony już niebawem.
I martwi nas tylko jedno. Julian Stryjkowski, który w pierwszych latach wojny był korektorem w lwowskim "Czerwonym Sztandarze", umierał ze strachu, że w nazwisku "Stalin" przeoczy fakt zamiany litery "t" na "r". Nadtytuł tekstów Rosiewicza brzmi: "Okiem Stańczyka". Oby więc obu tych Stańczyków nie spotkała ze strony korekty "Naszego Dziennika", w której mogły się zagnieździć wiadome siły, okropna przygoda, której tak obawiał się pisarz.