Barack Obama otworzył w tym tygodniu nowy front amerykańskiej wojny o demokrację i prawa człowieka. "Jestem głęboko zaniepokojony prześladowaniem i przemocą wobec mniejszości seksualnych na świecie. Walka z dyskryminacją lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów (LGBT) jest wyzwaniem globalnym i zajmuje centralne miejsce w staraniach rządu Stanów Zjednoczonych" - napisał prezydent w memorandum do wszystkich urzędów federalnych, które zajmują się światem, w szczególności do Departamentu Stanu, Departamentu Obrony i USAID (agencji ds. rozwoju międzynarodowego).
Od tej pory obrona mniejszości seksualnych oficjalnie staje się jednym z celów polityki zagranicznej USA.
Ameryka będzie je chronić, wspierać finansowo i moralnie (choć raczej nie militarnie; aż tak daleko idące obietnice w memorandum nie padają). Rządy, które dyskryminują lub prześladują mniejszości seksualne, będą upominane przez Waszyngton. Seksualni uchodźcy będą mogli liczyć na azyl polityczny w USA.
Wygląda na to, że ci politycy i sympatycy polskiej prawicy, którzy nie lubią gejów, ale lubią Amerykę, będą musieli wybierać. Jednakże rozterki naszych prawicowych publicystów są w tej sprawie drugorzędne - obrońcy praw mniejszości seksualnych na czarnych listach nie umieszczają Polski, lecz takie kraje, jak np. Uganda, Iran, Kamerun, Nigeria,
Zimbabwe, Arabia Saudyjska czy
Rosja.
Jeśli idzie o społeczności LGBT w tych państwach, to zapewne są one deklaracją Obamy przerażone. Teraz dopiero zaczną się prześladowania. Już wcześniej geje w Iranie uważani byli za osobników niemoralnych i ulegających seksualnym modom rozwiązłego Zachodu. Teraz potwierdza się, że są czymś w rodzaju piątej kolumny zepsucia, co zresztą zdrowa część irańskiego społeczeństwa przeczuwała od dawna. Ustami Obamy Zachód oficjalnie ogłosił, że są jego szpiegami, i bierze ich pod parasol ochronny. Za swoje zwyrodniałe upodobania będą dostawać brudne, amerykańskie dolary. A przecież i bez poparcia Obamy irańscy geje nie mieli lekko - zdarzało się, że kończyli na szubienicy.
Paradoks dostrzegli co przytomniejsi działacze humanitarni w Ameryce. - Walki o prawa LGBT nie należy przedstawiać jako amerykańskiej. Może, niestety, powstać niefortunne wrażenie, że próbujemy narzucać innym kulturom nasz system wartości i nasz model życia - mówił Neil Grungas, szef kalifornijskiej organizacji Refuge,
Asylum and Migration. - W wielu krajach autorytet moralny Ameryki nie jest uznawany, a nawet wartości głoszone przez Waszyngton są odbierane negatywnie. Dlatego całkiem realna jest groźba, że represje przeciwko gejom, którzy zaczną być kojarzeni z Ameryką, nasilą się...
Wszystko to zostało przećwiczone latem tego roku w Pakistanie, gdzie amerykańska ambasada sfinansowała pierwszą w tym kraju paradę gejowską. - W obliczu rosnącego ekstremizmu chcę jasno powiedzieć pakistańskim gejom: stoimy po waszej stronie! - mówił potem ambasador Richard Hoagland.
Muzułmańska partia Dżamat-e-Islami ogłosiła, że "homoseksualiści nie zasługują na to, żeby być Pakistańczykami, są przekleństwem naszego narodu i społecznymi śmieciami". W kilku miastach Pakistanu odbyły się wielkie demonstracje antyamerykańskie lub - co w tym przypadku na jedno wychodzi - antygejowskie. - Potępiamy amerykański spisek, który ma skłonić ludzi do biseksualizmu! - mówił Mohammad Husajn Mehnati, szef największej w kraju muzułmańskiej partii Dżamat-e Islami. - Już od dawna Amerykanie niszczą nas fizycznie w ramach rzekomej "wojny z terrorem", a teraz stosują przeciw nam kulturalny terroryzm! To pokazuje, jak bezwzględna jest Ameryka i jak próbuje podważyć wartości muzułmańskie. Będziemy się temu sprzeciwiać ze wszystkich sił!
Zapewne lepiej byłoby dla prześladowanych LGBT, gdyby Obama walczył o ich prawa po cichutku, konsekwentnie i bez szumnych deklaracji. Gdyby zrozumiał, że amerykańskie poparcie nie wszędzie jest dla popieranych atutem i powodem do dumy.
Złośliwi twierdzą jednak, że Obama świetnie to wie, w końcu sam zrezygnował z wojowniczej retoryki George'a Busha i zakazał np. używania formułki "wojna z terrorem", choć prowadzi tę wojnę równie intensywnie jak poprzednik. Ale tym razem nie mógł po cichutku, bo jego memorandum skierowane jest bardziej do amerykańskich niż zagranicznych LGBT. Prezydent walczy o ich głosy w przyszłorocznych wyborach.