I o to właśnie chodzi. Tak sobie
Jarosław Kaczyński wymyślił, że odtworzy jedną z najsilniejszych patriotycznych klisz i spałują go 13 grudnia. Czy może być dobitniejsze świadectwo tego, że Tusk jest totalitarnym potworem, a niepodległość ojczyzny jest zagrożona? Kaczyński wie przecież doskonale, jak naród nasz kocha rekonstrukcje wszelkich klęsk narodowych, więc postanowił taki właśnie spektakl społeczeństwu ofiarować.
Patriotyczny marsz niepodległości
PiS w
Warszawie to zresztą niejedyna rekonstrukcja tej partii. PiS właściwie jest najpoważniejszą polską grupą rekonstrukcyjną. Ci wszyscy zapaleni przebierańcy występujący jako warszawscy powstańcy, woje Chrobrego, esesmani czy zomowcy to wobec PiS cienkie bolki. Partia Kaczyńskiego nie marnuje pieniędzy i czasu na szycie historycznych strojów -urządza wielkie, ogólnokrajowe medialne spektakle polityczno-historyczne. Jarosław Kaczyński jest mistrzem robienia arcypolskich min, wielkim reżyserem powtarzania historycznych gestów, demiurgiem teatru politycznej fikcji osadzonej w historii.
Niemal cała działalność partii Kaczyńskiego w ostatnich latach to takie właśnie spektakle: wojna z komuną, która rządzi w III RP - tyle że komuny już nie ma; przedwyborczy krzyk "
Polska pod rządami Tuska się rozpada" - ależ trwa i ma się nie najgorzej; wielki tragiczny spektakl "Ruscy z Tuskiem zabili polskiego prezydenta" -obrażający pamięć Lecha Kaczyńskiego; krucjata pod hasłem przywrócenia kary śmierci - powrót do anachronicznego sporu rozstrzygniętego już dawno w naszej cywilizacji; i wreszcie teraz -wezwanie do obrony niepodległości.
Z rekonstruktorami jest tak, że czasami uniesieni patriotycznym zapałem przekraczają granicę między spektaklem a realnością, fikcją a rzeczywistością. Najlepszy przykład to ostatni 11 listopada na ul. Nowy Świat w Warszawie, gdzie - jak napisał jeden z rekonstruktorów przebranych za żołnierzy napoleońskich - gdy zobaczyli Niemców w kominiarkach, natychmiast rzucili się do walki.
Rekonstrukcje Jarosława Kaczyńskiego też przekraczają granicę fikcji. Uruchamiają rzeczywiste społeczne emocje, jak na każdym barwnym przedstawieniu koncentrują się na nich media. A przecież potrzeba nam realnych pytań i rozmowy o rzeczywistości.
Skończył się już spektakl kampanii wyborczej i zaprezentowane przez premiera plany rządu czekają na rzeczową krytykę opozycji. Otworzyło się wreszcie pole do poważnej dyskusji o polityce społecznej. Gdzie jest największa opozycyjna partia? Broni niepodległości przed Unią, deklaruje z góry, że na żadne propozycje rządu się nie zgadza, i zapowiada swój program. Zresztą z innymi partiami opozycji jest niewiele lepiej.
Sytuacja wymaga też poważnej debaty o naszej przyszłości w Europie. PiS protestuje, że się z opozycją nie rozmawia o polityce zagranicznej, ale pierwszą jego reakcją na najciekawsze w ostatnich latach przemówienie naszego ministra spraw zagranicznych było żądanie postawienia go przed Trybunałem Stanu za łamanie konstytucji, czyli zdradę. Nawet święci z taką opozycją nie byliby w stanie rozmawiać.
A świat dookoła się wali i Polska musi być przygotowana na trudne decyzje, które wymagają politycznego konsensusu. Mądra opozycja już dawno nie była nam tak potrzebna jak dzisiaj.
PS Spektakl przygotowywany przez Jarosława Kaczyńskiego na 13 grudnia ma jeden mankament - nie bardzo widać kogoś, kto miałby spałować marsz niepodległości. Jeśli można coś do - radzić - o godz. 19 rekonstruktorzy przebrani za ZOMO mają pałować na pl. Zamkowym rekonstruktorów przebranych za solidaruchów. Może by nawiązać kontakt i sprowadzić tych zomowców na godz. 18 na pl. Trzech Krzyży, skąd startuje marsz. Byłoby pięknie, jak w życiu.