Robię to od 21 lat, więc wiem co mówię. Nie uważam jednak, że moje argumenty, prośby, czy najświętsze zaklęcia mogą kogokolwiek do czegokolwiek przekonać. Nie ma we mnie takiej pychy, która kazałaby mi żyć w przekonaniu, że na mój jak najbardziej słuszny apel całe rodziny zerwą się na równe nogi i gnane poczuciem patriotycznego obowiązku staną u urn.
Dlaczego wiec piszę ten rytualny, przedwyborczy, profrekwencyjny tekst? Otóż z tego samego powodu, dla którego my wszyscy przypominamy swoim dzieciom, żeby myły zęby. Nie chcemy, żeby miały dziury, próchnicę, braki w uzębieniu. Jeśli one o siebie nie zadbają, ucierpi na tym cała nasz rodzina.
Piszę go także dlatego, żeby przypomnieć prostą prawdę, iż nasze życie to sztuka ciągłego wybierania. Że kiedy wysyłamy
dziecko autokarem na wczasy, to życzymy sobie widzieć przed wyjazdem kierowcę i jeśli mamy cień wątpliwości co do jego stanu, to chcemy żeby dmuchnął w alkomat. Jeśli jest pijany, jego miejsce zajmuje drugi. Jeśli i ten ma problem, stawiamy na trzeciego. I tak do skutku. Autobus musi mieć kierowcę.
To jest nasz świadomy wybór podjęty w naszym i naszych dzieci interesie. Nie inaczej jest w polityce. Można powiedzieć, że żaden kandydat nam nie pasuje i nie głosować, ale wtedy nie wolno mieć pretensji do rządzących, że od ich widzimisię i stylu rządzenia będą zależały wakacyjne wyjazdy naszych dzieci.
A że zęby muszą myć wszyscy, to jasne.