W przestrzeni polskiego dialogu od dawna krzyżują się wzniosłe i desperackie okrzyki: "wymaga tego interes Państwa i Narodu!"; "za naszymi działaniami stoi polska racja stanu!"; "zdrada! sprzeniewierzono się żywotnym interesom narodowym!". Argumenty te brzmią - a jakże - poważnie, ale w dyskursie wewnątrzkrajowym uzyskały już ciężar "gazrurki", którą PRL-owski politruk sprzed pół wieku gen. Kazimierz Witaszewski zamierzał łagodzić antagonizmy społeczne.

Rację stanu od dawna definiuje się jako kwintesencję kluczowych interesów narodowych: spraw, które można - zwłaszcza publicznie - określić, ocenić i zracjonalizować.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej