Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Zbieżność czasowa zniszczenia pomnika w Jedwabnem i wyroku w sprawie podarcia Biblii przez Nergala każe zastanowić się, czy te akty łączy coś więcej niż tylko moment, w którym o nich dyskutujemy.

W obu przypadkach mamy do czynienia ze świadomą profanacją, czyli zniszczeniem czegoś, co jest przez innych uznawane za święte. Pomnik postawiony na miejscu okrutnej zbrodni jest uświęcony niezawinionym cierpieniem setek osób. Dodatkowo miejsce to jest de facto cmentarzem ofiar tego mordu, a cmentarze - w tradycji żydowskiej nawet mocniej niż w chrześcijańskiej - uznawane są za miejsca święte. Biblia jest zaś uświęcona przez to, że setki pokoleń Żydów, a od 20 wieków również chrześcijan, w niej właśnie odnajdują słowa samego Boga.

To, co święte dla jednych, powinno być szanowane przez innych, także przez osoby nieutożsamiające się z daną tradycją. Szanowane - to nie znaczy czczone, ale to z pewnością znaczy: wolne od aktów agresji, pogardy i nienawiści. Oczekiwanie takiego szacunku wydaje się dość elementarnym wymogiem pokojowego współżycia społecznego w pluralistycznym społeczeństwie.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej